Snory
Snory
Jak to działa?OpinieCennikPrzykładowe bajkiFAQKontakt

Leon i Samodzielne Skarby Miejskiego Placu

Leon i Samodzielne Skarby Miejskiego Placu

Leon miał sześć lat i wielkie, ciekawskie oczy. Pewnego słonecznego poranka mama powiedziała: „Dziś spróbujesz pobawić się sam na Miejskim Placu. Pamiętaj: bawisz się tam, gdzie ci pokazałam, co piętnaście minut zgłaszasz się do mnie i nigdy nie oddalasz się za daleko.” „Dobrze, mamo!” — odpowiedział Leon i już czuł, że to będzie początek wielkiej przygody. Mama rozłożyła na ławce kolorową chustę, usiadła z książką i obiecała, że będzie patrzeć. „Masz telefon, wiesz jak dzwonić?” — zapytała. „Tak!” — powiedział dumnie Leon. „A teraz idę odkrywać!” Miejski Plac tętnił życiem: tramwaj dzwonił daleko, sprzedawca lodów krzyczał: „Lody! Lody malinowe!”, a fontanna chlapała radośnie. Leon poczuł się jak mały podróżnik, który ma mapę — w kieszeni miał narysowaną kredką mapkę placu, którą sam zrobił: ławka mamy, duża fontanna, kiosk z gazetami i drzewo z dziuplą, która wyglądała jak wejście do zamku. „Hej, skarbie, co masz?” — zagadnęła go starsza pani, która karmiła gołębie. „Szukam skarbów!” — odpowiedział Leon z powagą. „A pani? Karmi ptaki, czy może pilnuje skarbu?” Pani się roześmiała. „Może pilnuję jednego lub dwóch. Uważaj na fontannę — kamienie są śliskie. I pamiętaj, jak zobaczysz kogoś dorosłego, kogo nie znasz, to poproś mnie lub innego dorosłego, którego mama zna.” Leon przytaknął. Podszedł do fontanny i postanowił, że każdy element placu to zagadka. Skrzynia skarbów stała się skrzynią rowerowego stoiska, a ławki — murami zamku. W pewnej chwili coś zamiauczało. Mały kotek o plamistym futerku wskoczył na brzeg fontanny. „Cześć, jestem Plamka!” — powiedział Leon, bo w przygodach zawsze rozmawiał z napotkanymi stworzeniami. Kotek tylko mruknął i otarł się o jego nogawkę. „Chodź ze mną, Plamka. Może pomożesz mi szukać skarbów.” Plamka podbiegła, a Leon poczuł, że samodzielna zabawa jest jeszcze lepsza, gdy ma się przyjaciela. Razem wspięli się na mały kopiec z piasku, który Leon nazwał Górą Szepczącą. Z jej szczytu widział cały plac: stragan z balonami, mural z kolorowymi ptakami i mały schodek, za którym ktoś zostawił pudełko po butach. „To może być skarb!” — wyszeptał Leon. Podeszli z Plamką. Pudełko było zamknięte i przywiązane wstążeczką. Na pudełku ktoś napisał: „Dla tego, kto potrafi się dzielić”. Leon uśmiechnął się szeroko. To było idealne — skarb, który można dzielić. Nagle zza rogu wyszedł chłopiec z piłką i zapytał: „Czy to twoje pudełko?” „Znalazłem je. Na pudełku jest napis: dla tego, kto potrafi się dzielić” — odpowiedział Leon. „Może podzielimy się zawartością razem?” — zaproponował chłopiec z nadzieją. Leon przeliczył w głowie: mama powiedziała, żeby być miłym. Otworzył pudełko i znalazł w nim kolorowe naklejki, drobne kredki i malutką figurkę sowy. „Możemy się podzielić. Weź naklejki, ja wezmę kredki, sowę dam Plamce, bo koty lubią ptaki.” Wszyscy się roześmiali. Chłopiec zaprosił Leona do wspólnej zabawy w budowanie miasta z pudełek niedaleko kiosku. „Będę burmistrzem!” — krzyknął Leon i od razu wpadł w wir zabawy. Uczył się planować, rozdawać role i czekać na swoją kolej. Kiedy piłka wpadła w mały rynsztok, Leon nie próbował jej sam wyciągnąć w niebezpiecznym miejscu — poprosił o pomoc sprzedawcę kiosku, który wyciągnął ją długą gałązką. „Dziękuję!” — powiedział Leon z poważną miną. „Dobrze, że poprosiłem o pomoc.” W pewnej chwili spojrzał na zegarek — minęło już pół godziny. Zgłosił się do mamy: „Mamo, tutaj jestem. Znalazłem pudełko, podzieliłem się, pobawiłem się z Rysiem i pomogłem wyciągnąć piłkę.” „Jesteś świetny, Leon! Widzę cię z ławki. Pamiętaj, jeszcze dziesięć minut i wracasz po lody.” Mama uśmiechnęła się szeroko. Leon i jego nowi przyjaciele zbudowali z pudełek wieżę aż do chmur — przynajmniej tak im się wydawało. Potem Leon przysiadł na krawędzi fontanny i stworzył wyobrażeniowy statek kosmiczny: kiosk był stacją kosmiczną, mural — galaktyką, a Plamka — pilotem. Wymyślał zadania dla siebie: „Przynieś trzy liście, znajdź żółty kamień, narysuj uśmiech na kartce.” Samodzielna zabawa nauczyła go planować i tworzyć własne reguły. Gdy nadszedł czas powrotu, Leon pobiegł do mamy z rękami pełnymi małych skarbów: naklejkami, kredkami i figurką sowy. „Byłem sam i myślałem, rozmawiałem z Plamką i podzieliłem się. I nawet poprosiłem o pomoc, kiedy jej potrzebowałem.” Mama przytuliła go mocno. „Jestem z ciebie bardzo dumna. Samodzielna zabawa to ważna rzecz — pokazuje, że potrafisz myśleć, bawić się i dbać o innych. A najważniejsze — pamiętałeś o bezpieczeństwie.” Leon uśmiechnął się szeroko. Wiedział, że nie chodzi tylko o to, by bawić się samemu, ale by być odważnym, miłym i rozważnym. Gdy odchodzili z Plamką, która mruczała pod ławką, Leon powiedział jeszcze raz: „Do zobaczenia, Plamko! Następnym razem stworzymy statek jeszcze większy!” I tak skończyła się mała, wielka przygoda Leona — przygoda, która pokazała mu, że samodzielna zabawa w mieście może być bezpieczna, pełna przyjaźni i skarbów, jeśli pamięta się o zasadach i otwartym sercu.