
Agata miała pięć lat i wielkie, ciekawskie oczy. Najbardziej na świecie lubiła układać wieże z klocków i biegać po podwórku. Jej ulubiona wyobrażona postać przypominała małego niebieskiego stworka o dużych uszach — nazywał się Niebieszek. Niebieszek nie był prawdziwym zwierzakiem, ale zawsze pojawiał się w myślach Agaty, kiedy coś ją bardzo złościło. — O nie! — krzyknęła Agata, gdy najwyższy klocek w wieży zsunął się i spadł. Klocki rozsypały się po dywanie, a Agata zrobiła czerwone policzki i mocno zacisnęła ręce. — Agatko, widzę, że jesteś zła — usłyszała cichy głos. To Niebieszek usiadł na oparciu krzesła i kiwnął swoimi wielkimi uszami. — Tak! — odpowiedziała Agata. — Chcę wszystko rzucić i nie układać już nigdy klocków! Niebieszek podszedł bliżej i położył małą łapkę na jej ramieniu. — Złość to silne uczucie. Możemy je oswoić jak małego smoka. Najpierw musimy go poznać. Powiedz głośno: „Jestem zła” — poradził. Agata spojrzała na niego i wypowiedziała cichszym głosem: — Jestem zła. — Brawo — uśmiechnął się Niebieszek. — Teraz posłuchaj mojego ćwiczenia: oddech balona. Napompuj swój brzuszek jak balon, policzymy do trzech. Agata zrobiła głęboki wdech razem z nim. — Raz... dwa... trzy! — wraz z Niebieszkiem wypuściła powietrze powoli. — Czujesz, jak złość trochę opada? — Trochę — przyznała Agata. — Ale dalej mi smutno. — To normalne — powiedział Niebieszek. — Możesz powiedzieć swojej złości, że ją widzisz: „Widzę cię, złościu, ale nie musisz mnie ranić”. A potem zrób jeszcze raz oddech balona. Agata powtórzyła zdanie i znów wzięła trzy głębokie oddechy. Złość w jej brzuchu zrobiła się mniejsza. Klocek leżał teraz spokojnie obok niej. Dzień później Agata bawiła się na placu zabaw. Koleżanka wpadła na huśtawkę, na której Agata czekała. — To moja kolej! — krzyknęła Agata, a jej twarz znów się zaczerwieniła. — Niebieszek! — wyszeptała, bo natychmiast poczuła, że chce krzyknąć na koleżankę. Niebieszek pojawił się w cieniu drzewa i wyszeptał: — Weź ręce na serce. Policz do pięciu. Możesz pomyśleć: „Chcę, żeby było sprawiedliwie”. Potem zapytaj: „Czy mogę się pobawić przez chwilę?” Agata zrobiła tak, jak jej powiedział. Policzła powoli: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jej oddech się uspokoił. — Czy mogę się pobawić przez chwilę? — zapytała grzecznie. Koleżanka uśmiechnęła się i odpowiedziała: — Jasne, zaraz zmienimy. Przepraszam, nie zauważyłam. Agata poczuła, jak złość zamienia się w odwagę, że można poprosić o to, co potrzebne. Przytuliła się mentalnie do Niebieszka. — Widzisz? — powiedział Niebieszek. — Czasem złość chce tylko, żeby ktoś ją usłyszał. Gdy ją nazwiesz i oddychasz, łatwiej znaleźć rozwiązanie. Pewnego popołudnia, kiedy deszcz padał za oknem, Agata rysowała obrazek. Nagle przyszedł starszy brat i rozlał farby, przez co rysunek się poplamił. — To twoja wina! — krzyknęła Agata i chciała wyrwać kartkę. — Nie! — odpowiedział brat, zdziwiony i smutny. Niebieszek pojawił się jak zawsze, tym razem z małą miękką chusteczką w łapce. — Złość potrafi pchnąć nas do nieprzyjemnych rzeczy. Zanim zrobisz coś, co mógłbyś potem żałować, zrób trzy powolne oddechy i powiedz: „Potrzebuję chwili”. Możesz też przytulić się do pluszaka lub do chusteczki — to daje czas na zastanowienie. Agata zrobiła trzy oddechy, przytuliła chusteczkę i powiedziała: — Potrzebuję chwili. Brat usiadł obok i spokojnie powiedział: — Przykro mi, Agatko. Pomogę ci poprawić rysunek. Razem posprzątali plamy i dorysowali uśmiech. Agata poczuła, że jej serce znów robi się miękkie. Wieczorem Niebieszek usiadł na parapecie i powiedział: — Masz teraz trzy sposoby, które możesz stosować, gdy czujesz złość: nazwij uczucie, oddychaj jak balon i poproś o chwilę. Możesz też użyć zabawnej metody: wymyśl głupią minę i zrób dziwny dźwięk — złość się wtedy czasem śmieje i ucieka! Agata zaśmiała się i zrobiła najdziwniejszą minę, jaką potrafiła. Niebieszek zrobił jeszcze dziwniejszą. Oboje zaczęli chichotać. — Dziękuję, Niebieszku — powiedziała Agata, tuląc się do poduszki. — Czasem boję się złości, ale teraz wiem, że mogę ją oswoić. — Złość jest jak burza — rzekł Niebieszek. — Przychodzi, czasem straszy, ale potem mija. Zawsze możesz znaleźć schronienie w oddechu i w przyjaciołach. Agata zamknęła oczy i szeptała do siebie wierszyk, który wymyślili razem z Niebieszkiem: — Wdech jak balon, wydech jak wiatr, jeśli złość przyjdzie — oddycham i już jest w porządku. Niebieszek przytulił Agatę swoją miękką łapką i pomógł jej zasnąć. Obiecał, że kiedy tylko złość będzie pukać do drzwi jej serca, on przyjdzie cicho i przypomni: „Nazwij, oddychaj, poproś o chwilę”. I tak Agata nauczyła się, że złość nie musi być straszna. Gdy ją poznała i potraktowała z miłością, stawała się mniejsza. A Niebieszek? Cóż, czekał zawsze gotowy do skoku — z balonem do dmuchania i śmieszną miną, by rozproszyć najmocniejszą burzę emocji.