
Na Zielonej Farmie, tuż za gęstym sadem jabłoni, mieszkał Mały Jaś z rodzicami i gromadą zwierzątek. Rankiem wszystko pachniało sianem i świeżą marchewką. Jaś wstał radośnie, ale tego dnia wiatr był silny i poruszał drzewami jak ogromne wachlarze. „Ojej!” — zawołał Jaś, biegnąc na podwórko. „Co się stało?” Królik Felek siedział przy rozsypanych marchewkach. „Wiatr przewrócił skrzynkę z marchewkami i część warzyw wpadła do kałuży!” — powiedział Felek, machając wielkimi uszami. Kura Hela podskoczyła, stukając pazurkami o ziemię. „A moje kurczaczki pobiegły za nią, bo przestraszyły się huku” — dodała. Dwie małe kuleczki, żółte i puchate, kwiliły gdzieś przy stogu siana. Jaś spojrzał na błoto i na marudzącą świnkę Różę, która stała w kałuży i wyglądała na spoconą. „Musimy pomóc!” — powiedział z przekonaniem. „Ale jak?” „Każdy może dać coś od siebie” — rzekła Krowa Basia, powoli przeżuwając trawę. „Ja mam mocne nogi, mogę pomóc wyciągnąć dużą skrzynkę. Felek, ty jesteś zwinny — zbierz marchewki, zanim się zepsują. Hela, zawołaj kurczaczki, niech wrócą pod skrzydła.” „A ja zrobię mostek z deski!” — zaszczekał Pies Burek, machając ogonem i od razu biegając po starą deskę z wozu. „Bądźcie uważni, pomogę też pchać, jeśli trzeba.” Jaś i zwierzątka zabrali się do pracy. Jaś trzymał deskę, Felek skakał i zbierał marchewki, delikatnie wycierając brud z korzeni, a Kura Hela nuciła spokojną piosenkę, żeby kurczaczki się nie bały. „Przyjdź tutaj, Pchełka!” — zawołała Hela. „Chodź, maleńka, tu jest cieplutko.” Kurczaczek, najodważniejszy z dwójki, podbiegł i wgramolił się pod skrzydło. Drugi cały czas się trzymał stogu siana, ale Jaś położył rękę na sianie i cicho mówił: „Jeśli chcesz, możesz tutaj, nic ci nie zrobią.” „Ciii, to działa!” — wyszeptała Hela z uśmiechem. Kurczaczek wyskoczył i razem z bratem pobiegły do mamy. Kiedy już marchewki były uratowane i kurczaczki bezpieczne, zobaczyli, że barierka przy ogrodzeniu stodoły została wyrwana z ziemi. „O nie, owieczka Mela przeszła przez dziurę i utknęła w krzaczku!” — zawołała Róża, widząc zagubioną wełnę. Owca Mela była trochę malutka i bała się wyjść. „Nie ruszaj się za bardzo, Melo, przyjdziemy pomóc!” — powiedział Jaś. Basia, krowa, popchnęła delikatnie ziemię kopytem, żeby umocnić paliki. Felek i Jaś ułożyli gałązki, a Pies Burek wyciągnął farmową linę, która zawsze leżała przy stajni. „Trzymajcie za linę i pociągniemy razem” — polecił Jaś. „Razem to zrobimy.” Kiedy cała paczka pociągnęła: Jaś, Basia, Burek i nawet mocna Róża, owieczka wyskoczyła i poturlała się na trawę, cała zadowolona. „Dziękuję wam, przyjaciele!” — powiedziała Mela, truchcikiem potrząsając wełną. „Bałam się, że zostanę sama.” Kiedy wszystko wydawało się już naprawione, z pola dobiegł krzyk: „Muuu! Muuu!” To był młody cielaczek, który zagubił się podczas pasienia. Był trochę daleko od mamy. „Nie martw się, my go odprowadzimy” — zadeklarował Jaś. Krowa Basia, znając drogi i przecierając ślady, prowadziła małych towarzyszy. Pies Burek szczekał radośnie, pilnując, żeby cielaczek szedł prosto. Podczas drogi Jaś rozmawiał z każdym: „Felek, jak to jest pomagać?” Królik odpowiedział: „Czuję się wtedy jak bohater — chociaż mam tylko małe łapki, one też potrafią dużo!” „A ty, Hela?” — dopytywał Jaś. „Gdy śpiewam, boję się mniej, a inni też czują spokój. Pomoc może być cicha.” Wszystko wróciło do porządku: cielaczek znalazł mamę, ogrodzenie naprawione, marchewki szczęśliwe, a kurczaczki już spały ciepło pod skrzydłami Heli. Wieczorem gospodarze przygotowali dla wszystkich herbatkę z rumianku (dla dorosłych) i mokrą marchewkę (dla zwierząt). Jaś usiadł na progu stodoły, a gwiazdy zabłysły nad Zieloną Farmą. „Dzisiaj dużo pomagaliśmy” — powiedział Jaś, wzdychając z zadowoleniem. „Czy to znaczy, że jeśli ktoś prosi o pomoc, to trzeba od razu biec?” Krowa Basia uśmiechnęła się powoli: „Nie zawsze trzeba biec. Czasem wystarczy usiąść obok i zapytać: ‚Czy chcesz, żebym ci pomógł?’ Najważniejsze, żeby słuchać i robić rzeczy, które potrafimy — nawet małe gesty mają wielką moc.” „A ja dodam, że trzeba też umieć poprosić o pomoc” — dodał Pies Burek, liżąc Jaśa po rączce. „Bo czasem jesteśmy dumni i chcemy wszystko sami, a wtedy trudno.” Jaś przytaknął i przytulił się do Feleka. „Dziękuję wam. Jesteście najlepszymi przyjaciółmi.” Zwierzątka zasnęły jedno po drugim: świnka Róża chrapnęła cichutko, krowa Basia przeżuwała ostatnie źdźbło trawy, a owieczka Mela ułożyła główkę na trawie. Jaś zatrzymał się jeszcze przez chwilę, patrząc na migoczące świetliki. „Pamiętaj, ja też pomogę jutro” — szeptał, bo wiedział, że na farmie zawsze jest coś do zrobienia. A Zielona Farma była miejscem, gdzie pomoc była czymś naturalnym — tak naturalnym jak poranny śpiew ptaków i zapach świeżej ziemi. I tak, tej nocy, Mały Jaś zasnął z sercem pełnym radości: wiedział, że proszenie o pomoc i oferowanie jej innym sprawia, że każdy dzień jest łatwiejszy i piękniejszy. Na Zielonej Farmie każdy miał swoje małe łapki, kopytka i ręce — i wszyscy razem tworzyli wielkie, pomocne serce.