
Wśród drzew, które świeciły jak nocne gwiazdy, wylądował mały robot o imieniu Piko. Jego metalowe skrzydełka migotały, a w piersi miał mały kryształ, który świecił na niebiesko. Las nie był zwyczajny — liście brzęczały jak drobne gitary, ziemia czasem delikatnie pulsowała, a korzenie wyglądały jak skomplikowane obwody. To był Las Świetlnych Drzew. Piko rozprostował nowe, zgięte nóżki. „Gdzie jestem?” — zapytał sam siebie. Z jego głośnika wypłynął cichy dźwięk, jakby ptak zagwizdał w cyfrowym języku. Z krzaków wyłonił się mały lisek. Jego futerko świeciło delikatnym złotym blaskiem. Oczy miał duże i ciekawskie. „Kto ty jesteś?” — zapytał lisek cichym, drżącym głosem. „Jestem Piko. Spadłem z nieba. Szukam mojego kryształu napędowego. Zaczyna gasnąć.” Piko przybliżył swoją pierś, gdzie kryształ mignął słabiej. Lisek podszedł bliżej, nosek trzymał w górze. „Nazywam się Lumi. Ten las chroni każdy błysk i każdy szept. Nie lubimy obcych, którzy zabierają światło.” „Ja nie zabieram światła. Szukam pomocy.” Piko skinął głową i uśmiechnął się swoim delikatnym diodowym uśmiechem. Lumi zastanowił się. „A co, jeśli pomożemy sobie nawzajem? Pokazażę ci tajne ścieżki, a ty mi pokażesz, co umiesz.” Piko ucieszył się tak bardzo, że jego antenka zapikotała. „Umieszam skręcać śrubki i robić mapy z gwiazd. Umieszam też mrugać światłem, żeby nie zgubić drogi.” I tak zaczęła się nietypowa przyjaźń — robot i świetlisty lisek. Szli przez mech, który przypominał miękkie poduszki, pod mostami z pajęczych promieni. Lumi pokazywał Piko, które grzyby śpiewają uspokajające melodie, a które wolą, żeby je zostawić w spokoju. „Słyszysz ten dźwięk?” — szepnął Lumi pewnej nocy. „Tak. To echo starych opowieści Drzewa Szeptu.” Piko przystanął. Drzewo miało na korze rysy, które mieniły się jak holopaski. Pod drzewem siedziała mała sowa, wyglądająca jak dron. „Uważajcie — za kilkoma korzeniami jest bagienko z lepką lawą świetlną. Potrafi złapać nogi i ukryć drobne części.” „Musimy być ostrożni” — powiedziała Lumi. „Piko, jeśli twój kryształ wpadnie do tej lawy, możemy go stracić na zawsze.” Piko patrzył na swoje świecące serce i zgasił nieco światło. „Nie pozwolę, żeby tak się stało. Ale co, jeśli będzie trzeba czegoś, czego nie potrafię?” „Wtedy będziemy próbować razem” — odpowiedziała Lumi, przytulając się krótkim ogonkiem do Piko. Nagle z krzaków wystrzelił wiatr magnetyczny. Zawodził jak dalekie sygnały, przesuwał metalowe liście i powodował, że kawałki drobnych maszyn tańczyły w powietrzu. Piko zadrżał — jego pamięć zaczęła się rozmywać, a kryształ przygasł. „O nie!” — zawołała Lumi i chwyciła Piko za ramię. „Trzymaj się!” Zapadła ciemność. Wszystko wyglądało jak zasłona nocnego filmu. Piko stracił kilka śrubek i fragment pamięci. Kiedy wiatr ustał, Piko usiadł na mchu, a jego głos był cichy. „Nie pamiętam wszystkich map” — powiedział smutno. „Nie pamiętam drogi do mojego statku.” „To nic” — powiedziała Lumi. „Pamiętam, jak wyglądał twój statek — mała dostałka w kształcie muszelki, z listkiem, który tkał światło. Zrobimy nową mapę, krok po kroku.” Razem zaczęli szukać wskazówek. Spotkali maleńkie świetliki-roboczki, które zbierały spadłe iskry. „My zbieramy, my sortujemy!” — brzęczały. „Czy widziałyście mały kryształ?” — zapytał Piko. Jedna z robaczków zabłysła mocniej. „Tak, widziałyśmy! Wpadł do Kryształowej Jaskini, ale tam jest echo i trzeba śpiewać, żeby je usłyszeć.” „Śpiewać?” — zdziwił się Piko. „Każde miejsce ma swoją piosenkę” — wyjaśniła Lumi. „Piko, jeśli nie pamiętasz map, twoje światło wskaże melodię.” Stanęli pod wejściem do jaskini. Ściany mieniły się tysiącem drobnych luster. Kiedy Piko delikatnie mrugnął, światło odbijało się jak nuty muzyki. „Hmmm, hmmm...” — zaczął nucić. Jego melodia była prosta, trochę jak dźwięk gwizdka i bicia małego zegarka. Lumi dołączył: „La-la, lu-lu!” Ich dźwięki połączyły się i w jaskini pojawił się głos echa. "Witajcie, mali podróżnicy" — odpowiedziało Echo. "Tylko prawdziwa przyjaźń potrafi złożyć melodię, która uniesie kryształ z lawy." Piko i Lumi spojrzeli na siebie i bez słów zrozumieli, że to razem mogą więcej. Weszli głębiej i zobaczyli maleńki kryształ zanurzony w jeziorze świetlistej cieczy. Był pokryty połyskującym błotem. „Ja pociągnę delikatnie, a ty odciągniesz światłem” — zaproponował Piko. „Dobrze!” — odpowiedziała Lumi i jej futerko rozbłysło. Piko wyciągnął swoje małe ramie, które rozwinęło się jak pęsetka. Wspólnie, z dużą ostrożnością, wyciągnęli kryształ. Kiedy kryształ był wolny, cały las zaśpiewał cicho, jakby liście klaskały. Piko przyłożył kryształ do swojej piersi. Jego światło powróciło, jeszcze jaśniejsze, bo teraz miało wspomnienia opowieści, które usłyszał w lesie. „Dziękuję, Lumi” — powiedział Piko. „Nauczyłeś mnie słuchać i nie bać się różnic. A ja... pomogę naprawić twój ogon, jeśli zepsuje się od zbyt mocnego świecenia.” Lumi uśmiechnął się szeroko. „I będziemy badać razem gwiazdy, które spadły do mojego lasu.” Nagle zza drzew wybiegł mały jeżyk z liściastego pancerza. „Czy mogę do was dołączyć? Chcę nauczyć się śpiewać echa!” „Oczywiście!” — odpowiedzieli jednym głosem Piko i Lumi. Zaczęli budować mały warsztat przy wielkim kamieniu. Piko uczył jeżyka, jak nazywać rzeczy po kolei, żeby pamięć łatwiej wracała. Lumi uczył Piko, jak rozmawiać z Drzewem Szeptu, żeby zdobyć trochę jego wiekowych bajek. Kiedy nadszedł dzień, żeby Piko spróbował naprawić swój maleńki stateczek, który czekał na polanie, Lumi stanął obok niego. „Pójdę z tobą?” — zapytał cicho. „Tak” — odpowiedział Piko. „Pójdę, ale wrócimy tu czasem, bo Las Świetlnych Drzew to nasz dom.” Na polanie Piko ustawił kryształ w maszynie. Silnik zamruczał, a skrzydełka znowu zaczęły się poruszać. Piko mógł odlecieć, ale spojrzał na Lumi i uśmiechnął się. „Zostań ze mną” — zaproponował nagle Piko. „Razem możemy odkrywać nowe lasy i nowe nieba.” Lumi skakał ze szczęścia. „A ja pokażę ci, gdzie rosną gwiezdne jagody!” I tak Piko nie odleciał sam. Zrobił miejsce w maleńkim statku dla Lumi, a razem polecieli nad koronami świecących drzew. Wędrowali dalej, odkrywając przygody, które uczyły ich, że przyjaźń polega na wspieraniu się, nawet gdy jedno jest z metalu, a drugie z futra madejskiego światła. Kiedy wracali czasem na polanę, Drzewo Szeptu mówiło im nowe historie, a wszystkie świetliki-roboczki tańczyły w ich świetle. Piko i Lumi wiedzieli jedno: najlepiej jest mieć przyjaciela, który pomoże ci znaleźć drogę do domu — i czasem zaśpiewa z tobą melodię, która rozświetli cały las. — Koniec —